Uncategorized

Anegdotki z wakacji i emigracji

Właśnie zjarałam w piekarniku moje dyniowe bułeczki, więc muszę jakoś odreagować. Wiedzieliście, że można tak zjarać rodzynki, że będą wyglądały jak małe żuki??

Niestety, większość moich znajomych mieszka na imigracji. Część już wróciła, część nie, ale każdy z nich ma do opowiedzenia jakąś historię, jak już w końcu się spotkamy. I na ogół są to historie z najgłębszych otchłani zagranicznego emigracyjnego piekiełka i dykteryjki o najdziwniejszych ludziach (i ich imionach, żebym mogła postalkować). I muszę zacząć od historii Olka, bo zawsze są moimi ulubionymi – nie wiem czy dlatego, że są opowiedziane w obłędny sposób, czy dlatego że Olek po prostu przyciąga psycholi.

Olek właśnie zaczął magisterkę w Cambridge, ale niestety jest bezdomny, bo jego koledż (TEN PRESTIŻOWY) się na niego wypiął, i powiedział że mimo że miał mu dać miejsce, to mu nie da, no bo wiecie – przypadki chodzą po ludziach, po uczelniach też. Nie ma miejsc, mimo że są na konferencje dla ważnych profesorów, a Olek niestety jeszcze nim nie jest.

Zanim Olek powrócił po przerwie na łono swojej alma mater, pojechał na kurs językowy o Bonn. Byli tam różni ludzie z różnych krajów, ale fart chciał że trafił do grupki z Nigeryjką i Holendrem. Ich zadanie: ustalić czym jest to, co ich troje łączy. Auf dojcz.

Holender i Nigeryjka lubią sport, Olek jednak kręci nosem i mówi: a może wszyscy lubimy czytać?

I TAK TO JEST TO!! Grupa pada sobie w ramiona, słońce zaczyna świecić trochę jaśniej, ptaszki śpiewają, grupa zaczyna wymieniać pisarzy których lubią. Olek mówi KAFKA!!! Euforia. Holender mówi MANN!!! Ochy i achy zachwytu. Nigeryjka mówi HITLER!!!

Yyyyyyyyyyy warten sie bitte

Czy to troll? Czy to żart? Czy to na serio? Czym jest prawda?

cb7

– Szkoda, że napisał tylko jedną. Mądra książka.

TROLL? ŻART? NA SERIO? Walka Olka trwa, stwierdza jednak, że trolluje tak mocno, że wygląda to na 100% poważną opinię.

Bądź nią jest.

Po krótkim czasie Olek został zaproszony do grupy znajomych na fejsbuku i odkrył zupełnie nowy wymiar swojej koleżanki. Akinlawon średnio 4 razy dziennie wstawia cytat z Bilbii, zapewnienie że Bóg ją kocha, zapewnienie że Bóg pokara niewiernych, lub selfie.

Myślicie że to wszystko? TO NIC NIE WIECIE, bo przecież można połączyć jedno z drugim.

Bóg stworzył mnie idealną, PATRZCIE!! + samojebka z dzióbkiem. Trzy razy w tygodniu.

Do tego dochodzą również natchnione opisy o tym, jak Candy Crush uczy życia:

ccandy

Wyjaśnia to też dlaczego ludzie zawracają ludziom dupę w prawdziwym życiu – jakoś muszą żebrać o te quasi candycrushowe życia.

Z drugiej jednak strony, fejs Akinlawon jest ciekawym świadectwem ścierania się dwóch światów, Afryki i Europy.

yaruba

 

Pomijam bycie DAZED – Olek przyznał, że sukienkę faktycznie miala ładną, ale bardziej niż DAZED, byli confused, bo podczas opowiadania o nigeryjskich zwyczajach bardzo często pojawiało się słowo KALABAS. Kalabas się nosi, przekazuje innym, kalabas tu, kalabas tam, Olek nie ma strachu, więc zapytał: WAS IST KALABAS?

Szok. Niedowierzanie. Akinlawon nie do końca dobrze mówiła po niemiecku, więc po pół godzinie odpowiadania na pytania tak-nie, grupa doszła do wniosku że kalabas to rodzaj miski. Niestety, w świadomości Akinlawon grupa dalej nie rozumie, no i wygląda na zagubioną. A przede wszystkim nie wie co to KALABAS.

Szczerze to musiałam się przekopać przez 2 miesiące codziennego sławienia Boga, żeby dokopać się do kalabasu, bo moja pisownia nic nie zwracała, ale oto i on:

kalabs

To jest jakaś roślina! Z której robi się miskę. Teraz już nie będziecie lost.

EDIT: Kinga mówi, że to po polsku tykwa. Naprawdę jestem w szoku: myślałam że tykwa wygląda bardziej… tykwiasto? IDK

marriage

To się dzieje naprawdę

SIN – SATANS IDENTIFICATION NUMBER

 

nylon

Życie nie jak w Madrycie

Oraz moje ulubione

liscie

Nie wiem o co chodzi – może w Nigerii nie mają żadnej sałaty, ani nic zielonego, bo podobno bulwers był straszny, że w kanapce są LIŚCIE. No i że je połknęla. I jeszcze ta kanapka kosztowała 3 euro.

A skoro już jesteśmy na temacie sałaty.

Ania była przez rok w Chinach, i bardzo tam cierpiała, głównie przez jedzenie. Nie miała swojej kuchenki, więc musiała polegać na jedzeniu z ulicy.

Ania mówi, że prawdziwe chińskie jedzenie jest obrzydliwe. Tłuste jak cholera, niedobre, przesmażone, i że polskie chińczyki są lepsze. Wspomniała też, że w Chinach sałatę (i jej 5 odmian) się gotuje i wrzuca do zupy.

salata-maslowa

Ew. Ale może to klucz do zrozumienia Akinlawon. Czymże jest sałata, jeśli nie zwiotczałą kapustą.

No dobra, a teraz od jedzenia przeskoczymy do mojego ulubionego tematu: KUPY. poop

O Chinach krąży mnóstwo dziwnych plotek, takich jak np. (według mojego kolegi z Meksyku) że jedzą ludzkie płody. Dlatego kiedy Karol powiedział mi, że Chińczycy wypróżniają się na ulicy, średnio chciałam w to wierzyć. I zapytałam Ani.

– TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK – powiedziała, ku mojemu zdumieniu. I wytumaczyła, że dla facetów jest bardzo mało granic, i moją siusiać i kupczyć w dużej ilości miejsc, ale grupą, której fizjologią rządzi zasada róbta co chceta, są dzieci. Dlatego nie jest dziwne, że mama podsadza dziecko, żeby zrobiło kupę do śmietnika, albo siusiu do popielniczki na lotnisku. Przy łazience. Dzieci też rzadko noszą pieluchy, no bo przecież mogą kucnąć i zrobić. Bo chodzą w majtkach z dziurą.

Pytanie: czy po dzieciach też trzeba sprzątać, jak po psie, czy ludzka kupa w jakiś sposób jest lepsza i bardziej autonomiczna?

No, to już koniec o kupie, ale jeszcze przekażę wam wieść od Ani, że dużo Chińczyków ma jeden długi paznokieć, ten u małego palca, który służy jako wykałaczka, patyczek do ucha, itd.

Kolejną rzeczą, która zaobserwowała Ania jest to, że Chińczycy nie mają zupełnie szacunku dla siebie, więc przy sprincie do metra potrafią kogoś zepchnąć ze schodów, a przed Anię w kolejkę do metra non stop wpychały się stare chińskie babki.

Ania rozwiązała problem mówiąc do nich agresywnie po polsku. Podobno działa jak marzenie. Może dlatego, że polski brzmi trochę jak język Mordoru, a kto by się stawiał pomiotowi Saurona (zwłaszcza jeśli jest od ciebie 30 cm wyższy).

Tutaj muszę zakończyć, bo wciąż czekam na więcej historyjek, ale jeśli któraś spowoduje zerwanie moich boków, to na pewno dam wam znać.

DISCLAIMER: Wiem, że ludzie mają różne kultury i zdania i je szanuję, co jednak nie przeszkadza mi się z nich śmiać. Jeśli myślicie że jestem hejterem, to macie rację, i mówiłam już o tym w pierwszej notce, więc ¯\_(ツ)_/¯

 

Advertisements
Standard

One thought on “Anegdotki z wakacji i emigracji

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s